W niemieckich księgarniach ukazała się książka
Justyny Polańskiej, polskiej sprzątaczki
"Unter deutschen Betten" (Pod niemieckimi
łóżkami).
Książka ma szanse zostać bestsellerem, bo wielkim wzięciem
cieszy się literatura będąca obserwacją niemieckiej rzeczywistości
postrzeganej oczyma osób z jej marginesu.
-
W
Niemczech liczy się fasada, a obojętne jest, co się pod nią kryje. Może
pozwolić sobie na taki osąd, bo ma wgląd w życie swoich klientów, jak
rzadko kto. To jest przywilejem sprzątaczki - mówi Joanna.
-
Nawet nie przypuszczałam, że będę miała aż tyle przeżyć zajmując się
sprzątaniem. Chciałam o nich napisać, wyrzucić z siebie to wszystko -
powiedziała autorka.
Opisuje wprawdzie ohydne znaleziska spod niemieckich łóżek, takie jak
zmumifikowane zwłoki chomika, zużyta prezerwatywa, psie odchody albo
żywa żmija - mówi Joanna.
Nawet ludzie, po których nikt nie spodziewałby się łamania prawa, nie
byli gotowi zatrudnić sprzątaczki legalnie i płacić jej więcej. Justyna
pracuje m.in. u sędziów, policjantów, polityków czy adwokatów. Przy
okazji ujawnia jeszcze inne grzeszki tych prawowitych obywateli. U
pewnego nadkomisarza policji miała za zadanie podlewać "pomidory", które
- jak szybko się domyśliła - były faktycznie plantacją konopi
indyjskich. W szufladach pana komisarza leżały woreczki z trawą i
pigułkami. Gdy raz spytała o to gospodarza, ten odparł z przerażającą
szczerością: "Przecież u nas (na policji) to i tak się wyrzuca!"
To jeden z przykładów podwójnej moralności, którą dostrzega Justyna
Polanska. Zdarzało się, że na ogłoszenie w sprawie sprzątania
odpowiadali żonaci mężczyźni, którzy wypytywali o kolor jej bielizny
albo oferowali 30 euro za pokazanie piersi. Niejeden na co dzień
kochający mąż zdejmuje spodnie na oczach sprzątaczki. Inny chełpi się,
że ma pomoc domową, ale brakuje mu pieniędzy, by jej zapłacić, a jego
lodówka świeci pustkami.
-
Mam nadzieję, że książka poruszy też sumienia tych ludzi, którzy nie
mają szacunku dla sprzątaczek - powiedziała autorka. Opisuje ona na
przykład różne testy, jakim poddawana jest przez gospodarzy. Jedni
sprawdzają, czy dobrze sprząta, specjalnie zostawiając brudne kąty.
Drudzy kontrolują, czy nie kradnie, chodząc za nią krok w krok albo
zostawiając pod łóżkiem duże sumy pieniędzy. - Czasem czuję się
osobiście zraniona i płaczę wracając z pracy - przyznaje w książce.
Nie tylko jako sprzątaczka, ale też jako Polka musi ona zmagać się z
rozmaitymi uprzedzeniami - ze strony pracodawców, sąsiadów, a nawet
przypadkowych przechodniów, którzy agresywnie reagują na polskie numery
rejestracyjne jej samochodu. - Zasrane Polaczki! Psujecie nasz kraj! -
usłyszała kiedyś Justyna od emeryta, okładającego laską jej samochód,
zaparkowany w niedozwolonym miejscu.
Polanska pisze również o swoich pozytywnych doświadczeniach: zabawnych
klientach, z którymi się przyjaźni i na których pomoc może liczyć, a
także hojnych prezentach od pracodawców z okazji świąt czy ślubu.
A Wy jakie macie doświadczenia z Niemcami?